Zaraz po przypomnieniu sobie „Interstellar (2014)” Nolana sięgnąłem po „Good Night Oppy (2022)” i kompletnie nie spodziewałem się, że ten dokument aż tak mnie poruszy. Jeju, ale to jest wzruszający film.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to po prostu historia marsjańskiego łazika Opportunity. Kilka zdjęć z Czerwonej Planety, trochę nauki i opowieść o misji kosmicznej. Tymczasem bardzo szybko okazuje się, że to przede wszystkim historia ludzi, którzy przez lata byli z Oppym związani i sprawili, że trudno patrzeć na niego wyłącznie jak na maszynę.

Najbardziej zaskoczył mnie właśnie ten aspekt opowieści. Jak łatwo można zacząć kibicować czemuś, co nie ma twarzy, głosu ani własnych emocji. A jednak z każdą kolejną minutą coraz bardziej czułem, że Oppy przestaje być robotem, a staje się częścią niezwykłej historii o ciekawości świata, wytrwałości i ludzkiej potrzebie odkrywania tego, co znajduje się daleko poza naszym zasięgiem.

Lubię dokumenty, które oprócz faktów zostawiają po sobie emocje. Good Night Oppy zrobił to znakomicie. To jedna z najbardziej poruszających produkcji o kosmosie, jakie miałem okazję zobaczyć. Dobranoc.