Jąkanie to przypadłość, która potrafi mocno podkopać pewność siebie i utrudnić codzienne życie. Szczególnie wtedy, gdy człowiek zaczyna bać się nie tyle samego mówienia, co tego, jak zostanie odebrany przez innych. Dziś obejrzałem „Jak zostać królem (2010)”, film, który właśnie wokół tego problemu buduje swoją historię.
To bardzo poruszająca opowieść o człowieku, który musi zmierzyć się nie tylko ze swoim jąkaniem, ale przede wszystkim z własnym lękiem i brakiem wiary w siebie. Co ciekawe, jego największym przeciwnikiem nie okazuje się wcale samo jąkanie. Dużo trudniejsza jest presja, oczekiwania innych i świadomość, że każde wypowiedziane słowo może zostać ocenione.
Bardzo podobała mi się relacja, która powstaje pomiędzy głównymi bohaterami. Z początku wydaje się dość chłodna, ale z czasem przeradza się w prawdziwą przyjaźń. Taką, w której jedna osoba nie próbuje drugiej zmieniać na siłę, tylko pomaga jej uwierzyć, że jest warta znacznie więcej, niż sama o sobie myśli.
I chyba właśnie to najbardziej zostało mi po tym filmie. Czasami największą przeszkodą nie jest to, czego naprawdę nie potrafimy zrobić, ale to, w co sami przestajemy wierzyć. Łatwo uwierzyć, że jakaś rzecz nas definiuje i że przez jedno ograniczenie nie możemy być tacy, jakimi chcielibyśmy być.
„Jak zostać królem” pokazuje jednak, że nie zawsze trzeba pozbyć się swoich słabości, żeby ruszyć do przodu. Czasami wystarczy znaleźć w sobie odwagę, żeby przestać się ich wstydzić. A czasami potrzebujemy obok siebie kogoś, kto zobaczy w nas możliwości, których sami jeszcze nie potrafimy dostrzec.
To jeden z tych filmów, które przypominają, że za każdym człowiekiem kryje się znacznie więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. I że nawet jeśli coś przez lata wydawało nam się naszym ograniczeniem, wcale nie musi decydować o tym, dokąd ostatecznie zajdziemy.





