Dzisiaj obejrzałem „Mój piękny syn (2018)” w reżyserii Felixa Van Groeningena. Niesamowicie poruszające i bardzo mocne kino. To jeden z tych filmów, przy których trudno pozostać obojętnym, bo historia pokazuje coś, co chyba dla każdego rodzica musi być niewyobrażalnie trudne. Patrzeć, jak ktoś, kogo kochasz najbardziej na świecie, coraz bardziej się gubi i jednocześnie nie potrafić go przed tym uchronić.
„Beautiful Boy” opowiada o uzależnieniu, ale mam wrażenie, że tak naprawdę jest przede wszystkim historią relacji ojca i syna. O ogromnej miłości, która momentami miesza się z bezsilnością, strachem, złością i nadzieją. I chyba właśnie to uderzyło mnie tutaj najmocniej. Jest taki moment, kiedy człowiek zaczyna rozumieć, że sama miłość nie zawsze wystarcza, żeby uratować kogoś, kogo kochamy.
Bardzo mocno wybrzmiewa tutaj też bezsilność. Chęć pomocy jest ogromna, ale uzależnienie okazuje się czymś znacznie silniejszym niż dobre rady, rozmowy czy kolejne próby wyciągnięcia kogoś z problemu. I chyba właśnie dlatego ten film tak mocno mnie porusza. Nie daje prostych odpowiedzi. Pokazuje raczej, jak łatwo można znaleźć się w sytuacji, w której bardzo chcesz coś naprawić, ale po prostu nie masz nad tym pełnej kontroli.
Najbardziej zostało ze mną to, jak pomimo wszystko wiele w tej historii jest miłości. Pomimo kolejnych upadków, rozczarowań i momentów, w których trudno już wiedzieć, co ma się zrobić. Ta relacja nie jest idealna. Są w niej piękne chwile, ale są też takie, na które trudno patrzeć.
„Mój piękny syn” to dla mnie film o tym, jak bardzo możemy kochać drugiego człowieka i jak bardzo jednocześnie możemy być bezradni wobec jego problemów. I chyba właśnie ta bezradność boli tutaj najbardziej.
Jeśli szukacie filmu, który porusza serducho i zostaje w głowie na długo po seansie, zdecydowanie warto dać mu szansę. To nie jest łatwa historia, ale jest w niej coś bardzo ludzkiego. Bo czasami kochać kogoś oznacza nie tylko cieszyć się jego szczęściem. Czasami oznacza też patrzeć, jak upada, próbować wyciągnąć do niego rękę i mieć nadzieję, że pewnego dnia znowu ją złapie.





