Wspominam rok 2022, kiedy po raz pierwszy zacząłem oglądać rozgrywki tenisowe podczas turnieju Roland Garros. To właśnie wtedy Rafael Nadal po raz ostatni zdobył swój 22. tytuł wielkoszlemowy, a ja, nowy w świecie tenisa, zacząłem odkrywać magię tego sportu. Dla większości kibiców był to kolejny wielki moment w karierze jednego z najwybitniejszych tenisistów w historii. Dla mnie był to początek czegoś zupełnie nowego.

Nie znałem historii wielu wielkich spotkań, nie rozumiałem jeszcze wszystkich niuansów tej dyscypliny i dopiero uczyłem się, na co zwracać uwagę podczas meczu. Wiedziałem oczywiście, kim jest Nadal, ale dopiero wtedy zacząłem naprawdę obserwować go na korcie. Z każdym kolejnym spotkaniem coraz bardziej wciągała mnie jego sposób gry, walka o każdą piłkę i charakter, który było widać nawet wtedy, gdy sytuacja wydawała się już bardzo trudna.

Przez następne dwa lata Rafa stał się dla mnie kimś więcej niż tylko tenisowym mistrzem. Oglądając jego mecze, miałem trochę wrażenie, jakbym kibicował komuś, kogo znam od lat. Był jak przyjaciel, z którym przeżywałem każdą wygraną, każde trudne starcie, powroty po kontuzjach i momenty, w których nie było wiadomo, czy jeszcze zdoła odwrócić losy meczu. Jego wytrwałość, walka do ostatniej piłki, niezłomność i  pokora zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

Zainteresowanie tenisem nie skończyło się u mnie na siedzeniu przed telewizorem. Obserwowanie zawodników, ich przygotowania fizycznego i tego, ile pracy wkładają w swoje ciało, sprawiło, że sam zacząłem inaczej patrzeć na aktywność fizyczną. Nadal był dla mnie pewnego rodzaju impulsem, żeby w końcu bardziej zadbać o siebie i zacząć robić rzeczy, których wcześniej często mi się nie chciało albo na które zwyczajnie brakowało mi motywacji. Zacząłem biegać, trenować, grać i szukać własnego sposobu na aktywność. Tenis pojawił się w moim życiu trochę przez przypadek, ale bardzo szybko stał się czymś znacznie większym.

Czasami szkoda mi, że odkryłem ten sport dopiero w 2022 roku. Przez lata kompletnie nie zdawałem sobie sprawy z tego, ile ma do zaoferowania. Wiele legendarnych meczów Nadala przeszło mi koło nosa. Nie widziałem ich na żywo, nie przeżywałem tych emocji razem z innymi kibicami i nie znałem jeszcze kontekstu wielu pojedynków, które dziś są dla mnie częścią historii tego sportu. Mogę je oczywiście nadrobić, ale to jednak nie jest dokładnie to samo, co oglądanie ich wtedy, kiedy naprawdę się wydarzyły.

Nie zdążyłem śledzić kariery Rogera Federera, który wycofał się z gry tuż przed moim odkryciem tenisa, ale fakt, że mogłem kibicować Nadalowi, dał mi wszystko, czego potrzebowałem, by pokochać ten sport. Był to moment kiedy mogłem zobaczyć go na korcie i zrozumieć, dlaczego przez tyle lat wzbudzał tak ogromne emocje. Miałem okazję obserwować końcówkę kariery człowieka, który dla wielu osób był synonimem walki i charakteru. Dla mnie stał się natomiast pierwszym zawodnikiem, dzięki któremu tenis przestał być po prostu kolejnym sportem oglądanym w telewizji.

Dziś, kiedy sam gram i oglądam kolejne turnieje, widzę ten sport zupełnie inaczej niż na początku. Zwracam uwagę na technikę, taktykę, zachowanie zawodników, ich przygotowanie fizyczne i drobne rzeczy, których wcześniej nawet nie zauważałem. Znam coraz więcej historii, nazwisk i pamiętnych spotkań. A wszystko zaczęło się od jednego turnieju na kortach Rolanda Garrosa i człowieka, którego gra sprawiła, że chciałem dowiedzieć się o tenisie czegoś więcej.

Nadal nie był więc dla mnie tylko zawodnikiem, któremu kibicowałem. To właśnie z nim zaczęła się moja prawdziwa przygoda z tenisem. Dzięki niemu dostałem impuls, żeby samemu ruszyć się z miejsca i zrobić coś z własnym ciałem. Dlatego mam do tego okresu szczególny sentyment. To właśnie wtedy tenis pojawił się w moim życiu i już w nim został. Kiedy dziś wracam myślami do tamtego Roland Garros, mam świadomość, że właśnie wtedy zaczęła się moja przygoda z tenisem i zmianą swojego stylu życia.