Jakiś czas temu wpadłem na pomysł, żeby wreszcie zacząć nadrabiać filmy, które kiedyś przegapiłem. Tym razem padło na „Baby Driver (2017)”. Pamiętam jego premierę w 2017 roku. Zwiastuny, recenzje, sporo dobrego szumu wokół filmu, ale jakoś nigdy nie złożyło się, żeby go obejrzeć. Aż do wczoraj.
I muszę przyznać, że naprawdę dobrze się to oglądało! Od początku nastawiłem się na lekką, rozrywkową jazdę i dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem. Jest akcja, są pościgi, trochę humoru, wątek miłosny i oczywiście cała masa świetnej muzyki. I właśnie muzyka jest tutaj czymś, co bardzo mocno wyróżnia ten film. Nie jest tylko dodatkiem do tego, co dzieje się na ekranie. Momentami ma się wręcz wrażenie, że większość scen została zrealizowana w jej rytmie.
No i ta kultowa już scena, w której Baby idzie po kawę. Absolutne mistrzostwo. Niby zwykłe wyjście po kawę, a jednak dzięki muzyce, choreografii i temu, jak wszystko zostało ze sobą połączone, powstała jedna z tych scen, które mocno zapadły mi w pamięć. Link do niej zostawiam na dole pod recenzją.
Muszę się przyznać, ale czasami zachowuję się trochę jak tytułowy Baby w tej scenie. Oczywiście nie robię tego tak stylowo jak on i nie przemierzam ulic Atlanty w rytmie starych przebojów, ale doskonale znam to uczucie, kiedy zakładam słuchawki, włączam odpowiedni kawałek i nagle zwykły spacer zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Ta sama ulica, ci sami ludzie, ten sam tramwaj, a jednak wszystko zaczyna mieć inny ciekawszy klimat. Nie da się ukryć, że jest to pewnego rodzaju iluzja, która stwarza z mojego zwykłego wyjścia na miasto bardziej fascynujący spacer, ale lubię się temu poddawać.
I chyba właśnie dlatego tak dobrze bawiłem się przy „Baby Driver”. To film, który nie próbuje być czymś więcej, niż jest. Ma przede wszystkim dostarczać rozrywki i robi to naprawdę dobrze. Nie trzeba się przy nim intelektualnie wysilać, można po prostu usiąść, dać się porwać historii, muzyce i kolejnym scenom.
Podsumowując, „Baby Driver” to świetna propozycja na luźny wieczór, kiedy szukacie czegoś lekkiego i po prostu dobrze zrealizowanego. Obowiązkowa pozycja dla wielbicieli pościgów, samochodów i muzycznych freaków. A jeśli po seansie założycie słuchawki i podczas zwykłego spaceru zaczniecie nagle chodzić trochę bardziej w rytm muzyki, to cóż… ostrzegałem.





