Kilka lat temu podjąłem decyzję o pozbyciu się wszystkich zbędnych polubień z mojego konta na Facebooku. Pozostawiłem tylko te, które generują interesujące dla mnie informacje i są zgodne z moim lifestylem, nie licząc oczywiście kilku wyjątków. Wcześniej przez długi czas zaniedbywałem swój własny profil. Nie zwracałem uwagi na to, że stare strony, które kiedyś obserwowałem, zmieniły nazwy, tematykę albo zaczęły publikować zupełnie inne treści niż kiedyś. Przez lata otrzymywałem więc komunikaty, które coraz bardziej zapychały moją tablicę niechcianymi postami.
W pewnym momencie zaczęło mnie to zwyczajnie irytować. Zamiast interesujących informacji widziałem coraz więcej przypadkowych treści, a wartościowe posty łatwo ginęły gdzieś pomiędzy nimi. Postanowiłem więc trochę uporządkować ten chaos i ograniczyć napływający strumień nieistotnych dla mnie informacji. Chciałem sprawić, żeby moja tablica stała się miejscem wypełnionym wartościowym contentem, oczywiście na tyle, na ile jest to możliwe.
Zastanowiłem się więc nad tym, jakie informacje chciałbym faktycznie otrzymywać. Zacząłem po kolei obserwować wybrane przez siebie strony, związane między innymi z kulturą, muzyką, filmem, fotografią, sportem czy tematami, które po prostu mnie interesują. Przy okazji przejrzałem również stare polubienia stron sprzed kilku lat. Część z nich okazała się już kompletnie nieaktualna, inne przestały publikować, a jeszcze inne zdążyły zmienić się nie do poznania.
Warto też pamiętać o jednej rzeczy. Jeśli obserwowany przez nas fanpage jest od dawna nieaktywny, jego obecność na naszej liście może sprawić, że inne potencjalnie interesujące informacje będą miały mniejszą szansę pojawić się na naszej tablicy. Facebook dobiera przecież wyświetlane treści z ogromnej puli naszych polubień i obserwowanych stron. Nie wszystko jesteśmy w stanie zobaczyć, dlatego im bardziej przypadkowy jest zbiór obserwowanych przez nas profili, tym większy informacyjny chaos może się z tego zrobić.
Korzystając z platformy Marka Zuckerberga, nie zdołamy całkowicie ochronić się przed tkwieniem w tak zwanej bańce informacyjnej. Możemy jednak w pewnym stopniu dostroić ją do swoich potrzeb i zainteresowań. To trochę tak, jakbyśmy sami stworzyli własny kanał informacyjny, tylko zamiast jednego konkretnego tematu możemy połączyć ze sobą wiele różnych rzeczy. Jednego dnia Facebook podrzuci nam ciekawy materiał o filmie, następnego nową muzykę, później fotografię, wiadomości ze świata czy coś związanego ze sportem. Oczywiście algorytm nadal ma tutaj sporo do powiedzenia, ale mam wrażenie, że odpowiednio dobrana lista obserwowanych stron naprawdę potrafi zmienić sposób korzystania z tej platformy.
Co ciekawe, po takim uporządkowaniu zacząłem zauważać, że Facebook może być dla mnie czymś więcej niż tylko miejscem do przeglądania postów znajomych. Stał się swego rodzaju agregatorem rzeczy, które i tak prawdopodobnie próbowałbym znaleźć gdzieś indziej. Czasami trafiam dzięki niemu na film, o którym wcześniej nie słyszałem, nowy utwór, ciekawy artykuł albo wydarzenie, które później okazuje się warte uwagi. Nie wszystko jest oczywiście wartościowe, ale zdecydowanie łatwiej wyłapać interesujące rzeczy, kiedy nie trzeba przedzierać się przez setki przypadkowych publikacji.
Taki zabieg ma niestety też swoje wady. Gdy uporządkowałem swój profil, zauważyłem, że częściej na niego zaglądam, stając się niejako niewolnikiem treści, które sam wcześniej wyselekcjonowałem. W pewnym sensie stworzyłem sobie miejsce, do którego sam zacząłem chętniej wracać. I tutaj pojawia się pewien paradoks. Im lepiej dostosowałem Facebooka do własnych zainteresowań, tym bardziej atrakcyjny stał się dla mnie i tym łatwiej było spędzać na nim kolejne minuty.
Choć przychodzi mi to z trudem, staram się więc korzystać z niego w miarę umiarkowany sposób, żeby nie popaść w bezmyślne przewijanie. Samo uporządkowanie tablicy nie rozwiązuje przecież problemu uzależnienia od mediów społecznościowych. Może wręcz sprawić, że aplikacja stanie się jeszcze bardziej kusząca, bo zamiast przypadkowych treści zaczyna pokazywać nam dokładnie to, co lubimy.
Mimo wszystko uważam, że warto od czasu do czasu zrobić takie małe „porządki”. Nie tylko na Facebooku, ale właściwie we wszystkich cyfrowych platformach, które codziennie dostarczają nam ogromnej ilości informacji. Odkurzenie mojego profilu sprawiło, że jestem dziś bardziej na bieżąco z wiadomościami ze świata i kultury, a jednocześnie mam znacznie większy dostęp do rzeczy, które rzeczywiście leżą w kręgu moich zainteresowań.
I chyba właśnie o to mi chodziło od początku. Nie o to, żeby stworzyć sobie idealną bańkę, w której będę widział wyłącznie rzeczy, które lubię. Bardziej o to, żeby z tego ogromnego strumienia informacji wyłowić trochę tego, co naprawdę ma dla mnie znaczenie. Bo skoro i tak każdego dnia jesteśmy bombardowani setkami różnych komunikatów, może warto chociaż w pewnym stopniu zdecydować, które z nich chcemy do siebie dopuścić.
